Home · Recenzje · kulturaonline.pl: Californication: serial, jakiego u nas nie ma

kulturaonline.pl: Californication: serial, jakiego u nas nie ma

Amerykanie mają rękę do seriali. Od kilku lat zmieniają oblicze telewizji, produkując hit za hitem. Jednym z ostatnich przebojów jest "Californication", rewelacyjna historia z powracającym na mały ekran Davidem Duchovnym w roli głównej.

Dzięki "Californication" Duchovny ma w końcu szansę zostawić za sobą ciągnącą się za nim od lat postać Foksa Mulderaz serialu "Archiwum X". Amerykański aktor od czasu zakończenia telewizyjnej przygody z kosmitami kilkakrotnie próbował sił na dużym ekranie, ale choć efekty bywały niezłe (komediowa "Ewolucja", znowu z kosmitami; obyczajowe "Trust The Man"), nie udało mu się pozbyć łatki agenta FBI wierzącego w U.F.O. Aż do tej pory. Bo choć Duchowny wraca do serialu, nie wskakuje z deszczu pod rynnę. "Californication" zmieni jego aktorskie emploi.

Tym razem grana przez Duchovny'ego postać nie szuka latających spodków i nie tropi rządowych spisków. Nawet gdyby takie istniały, Hank Moody skwitowałby to najwyżej żartem. Moody to pisarz, który w ostatnim czasie zajmuje się nie tyle pisaniem, co używaniem - przede wszystkim alkoholu i seksu. Mieszka w Los Angeles, gdzie wraz z dziewczyną (świetna Natasha McElhone) i córką przeniósł się z Nowego Jorku, by pracować nad scenariuszem filmu opartego na jego bestsellerowej powieści. Ekranizacja odniosła sukces, ale okazała się gniotem (tytuł powieści: "God Hates Us All" zamieniono na "A Crazy Little Thing Called Love"). Próby nie wytrzymał też związek Hanka - była dziewczyna i córka zamieszkały z innym mężczyzną. Moody rozbija się więc po L.A., spędzając każdą noc z nową kobietą i butelką.

Już oglądnięcie pierwszego odcinka grozi uzależnieniem. Wyraziste i wiarygodne postaci, inteligentne poczucie humoru, liczne odniesienia do popkultury (mnóstwo tu tropów muzycznych, poczynając od tytułu, zaczerpniętego z płyty Red Hot Chili Peppers) - słowem, wszystko to, czego w rodzimym serialu obyczajowym widz nie uświadczy. Dowcip bywa tu pikantny (w Stanach oburzenie co bardziej konserwatnywnych krytyków wywołała otwierająca akcję pilota scena, w której Hank śni o seksie oralnym z zakonnicą), bohaterowie klną tak często i z takim wdziękiem, że przypominają się "Psy" Pasikowskiego, a całość jest obficie podlana sosem z alkoholu, narkotyków i seksu (odcinek bez nagich piersi i kilku drinków jest odcinkiem straconym).

Mimo tej lekko kontrowersyjnej otoczki, "Californication" to serial, w dobrym tego słowa znaczeniu, poczciwy. I wbrew pozorom - konserwatywny. Hank uwielbia swoją córkę ponad życie, chce wrócić do ukochanej kobiety, wbrew pozorom nie jest egocentrycznym playboy'em, ale opiekuńczym mężczyzną ze staroświeckim kodeksem honorowym. "Californication"' jest więc pochwałą tradycyjnych wartości, tyle że bez moralizatorstwa i łopatologii. Ba, potrafi nawet pogodzić parę przed telewizorem - "Californication" z równą przyjemnością zobaczą panie i panowie. A to zjawisko nie występuje w przyrodzie nazbyt często.

* "Californication" w Stanach Zjednoczonych emituje od sierpnia stacja Showtime. W Polsce serial jest od niedawna dostępny w ofercie telewizji n.

Autor: Michał Raińczuk ,kulturaonline.pl

17.11.2008. 19:42