film.onet.pl: Seks, cynizm i maszyna do pisania
Na początku chciałem rozpocząć tę recenzję od zdania:
Młode, sprośne dziewczyny na każdym kroku obmyślają wyrachowane intrygi seksualne. Jednak potem pomyślałem, że taka charakterystyka byłaby dla tego serialu wielce krzywdząca. Erotyka, ocierająca się momentami o pornografię, to w tym filmie zaledwie dodatek, bo tak na prawdę wszystkie walory i najbardziej wartościowe środki ciężkości skupiają się na czymś innym.
Pierwsze skrzypce gra tu oczywiście David Duchovny, pełen uroku pisarz.
Im więcej odcinków "Californication" obejrzałem, tym większe miałem wrażenie, że właśnie taki jest David Duchowny poza planem "Archiwum X". Nie dostrzegłem w tym za grosz fałszu. Za grosz fałszu! Mało tego, po obejrzeniu ostatniego odcinka pierwszej serii, byłem pewien na sto procent, że Hank Moody to David Duchovny, oraz że David Duchovny to Hank Moody. Nawet teraz, gdy piszę tę recenzję, wciąż zastanawiam się, który jest sobowtórem którego.
Dialogi są świeże, kanciaste, pełne magnetyzmu. Co chwila mamy do czynienia z jakimś chwytliwym powiedzonkiem, czarującym bon motem.
Niektóre sceny są kąśliwe, wulgarne, odarte ze wszystkich pozorów.
W elokwencji i sprężystości myśli bryluje oczywiście David Duchovny, jak na pisarza przystało. Wszystko, co robi w serialowym życiu jest bardzo autentyczne i przekonujące. Jeżeli ma na coś ochotę, to zazwyczaj, bez cienia walki wewnętrznej, po prostu to realizuje, bez dbania o salonowe etykiety i powszechnie obowiązujący polor. Nie oznacza to oczywiście, że Hank nie ma nad sobą kontroli. On po prostu jest znudzony. Mam wrażenie, że stracił do świata wszelkie złudzenia. I być może to właśnie stanowi o największym magnetyzmie Hanka Mood'ego. Jest znudzony, ale skupiony. Depresyjny, ale pełen witalizmu. Odarty ze złudzeń, ale ambitny. W tym tkwi cały jego urok, ma w sobie doskonale zbilansowane przeciwieństwa, wewnętrzne dysonanse, które przepysznie rozwijają fabułę od strony interpersonalnej.
Znamienne jest zresztą to, że Hank ma na nazwisko "Moody", co w wolnym tłumaczeniu oznacza osobę markotną, humorzastą, kogoś o zmiennym usposobieniu.
Pierwszy odcinek jest trochę wyuzdany i spełnia rolę przysłowiowej wędki, jednak muszę przyznać, że jest to bardzo skuteczna wędka. Od początku czujemy do Hanka niewymuszoną sympatię, chcemy go poznać i czegoś się od niego nauczyć. Wydaje mi się, że to jest oczywisty powód, dla którego mężczyźni polubią ten serial.
Niektórzy potraktują go jako poradnik, inni będą chcieli się rozkoszować popisem świetnie dobranych aktorów i sugestywną wirtuozerią całego przedsięwzięcia.
Bo ten serial jest sugestywny, ten serial jest naprawdę czarujący, a David Duchovny działa na widza jak magnes.
W prawdziwym życiu na pewno byśmy go znienawidzili, padli ofiarą jego ironii, doskonale wyważonego sarkazmu, albo fizycznej, nieskoordynowanej napastliwości. Bez żadnego wysiłku uwiódł by naszą kobietę, ze zrozumieniem przyjął na siebie kilka uderzeń w brzuch i poszedłby dalej. Jednak na szklanym ekranie psychologia działa w odwrotną stronę. Dajemy się zaczarować, stajemy się wyrozumiali, a na końcu rozgrzeszamy go - wpisujemy na listę naszych najlepszych przyjaciół.
Słodki. Orzeźwiający. Najlepszy serial z jakim miałem do czynienia od bardzo dawna.
Autor: Epejos , film.onet.pl
17.11.2008. 19:37